Co roku, gdy rozpoczyna się Adwent słyszymy, że jest to czas radosnego oczekiwania. Rzadko jednak zastanawiamy się głębiej nad tym, czego tak naprawdę radośnie oczekujemy - na co czekamy. Być może wielu z nas czeka tylko i wyłącznie na tzw. magię świąt: suto zastawiony stół, spotkanie w gronie rodzinnym, pachnącą choinkę, kolędy, prezenty itp. Być może są i tacy, którzy czekają z utęsknieniem, aby ten czas przygotowania do świąt szybko i bezboleśnie minął. Warto jednak, abyśmy na serio zadali sobie pytanie o sens oraz istotę adwentowego oczekiwania. Z jednej strony, czekając na święta Bożego Narodzenia, powinniśmy koncentrować naszą uwagę na wspomnieniu narodzin Pana Jezusa w Betlejem, ale z drugiej nie możemy zapominać również o tym, że Adwent to czas oczekiwania na to, co ma się wydarzyć w przyszłości, a co jest nieuniknione. Okres radosnego oczekiwania obejmuje bowiem również perspektywę ludzkiej eschatologii, czyli rzeczy ostatecznych człowieka. Śmierć, Sąd Boży, Niebo, albo piekło, to rzeczywistości przyszłe i pewne, które niestety obecne postmodernistyczne społeczeństwo wypycha na siłę ze swojej świadomości. To, że o rzeczach ostatecznych mówi się mało albo wcale nie znaczy, że ich nie ma albo, że nigdy nie nadejdą. Nie wiemy tylko kiedy one nastąpią, ale każda chwila naszego życia nieuchronnie zbliża nas do tej rzeczywistości. Chcą nie chcąc, świadomie bądź nieświadomie wszyscy czekamy (oczekujemy) na ten moment i zbliżamy się do niego. Prawda jest taka, że całe nasze życie jest czasem adwentu – czasem oczekiwania na spotkanie z Bogiem twarzą w twarz. Ale to nie wszystko. Czas adwentowego oczekiwania ma również na celu zwrócenie naszej uwagi na jeszcze jedną ważną rzeczywistość – paruzję, czyli powtórne przyjście Pana Jezusa na końcu czasów. Co prawda nikt nie zna dnia ani godziny, gdy Syn Człowieczy powtórnie przyjdzie, tak samo jak nikt nie zna momentu swojej śmierci, ale to wcale nie znaczy, że obie te rzeczywistości nas nie dotyczą. Dlatego też Adwent ma na celu nie tylko pomóc nam dobrze przeżyć Święta Bożego Narodzenia, ale również przygotować nas na powtórne przyjście Chrystusa. Kiedy wsłuchamy się i wczytamy w teksty liturgiczne okresu Adwentu zauważymy, że również Kościół zwraca naszą uwagę na tę rzeczywistość i przypomina o ostatecznym celu naszego życia. Wyobraźmy sobie, że zostało 27 dni (tyle będzie trwał tegoroczny Adwent) do ponownego przyjścia Pana Jezusa na końcu czasów. Wyobraźmy sobie, że właśnie nadchodzi czas sądu nad światem i nad każdym z nas. W końcu wyobraźmy sobie również, że za 27 dni staniemy przed naszym Panem i będziemy musieli zdać sprawę ze swojego życia. Puśćmy wodze naszej fantazji i przyjmijmy, że słowa Pana Jezusa o powtórnym przyjściu i Sądzie Ostatecznym są aktualne właśnie tu i teraz i są skierowane bezpośrednio do każdego nas. Jeśli tak rozbudzimy nasz umysł i na tegoroczny Adwent spojrzymy z tej właśnie perspektywy, to Być może będzie to dla nas wyjątkowy czas oczekiwania i wyjątkowe święta. Być może, dzięki temu uda się nam dobrze zrobić rachunek sumienia, zerwać z grzechem i przystąpić z żalem doskonałym do spowiedzi. Być może znajdziemy w końcu czas na post, modlitwę oraz jałmużnę . Być może dostrzeżemy również naszych bliskich i poświęcimy im więcej uwagi i czasu. Być może pojednamy się z wrogiem i przebaczymy wyrządzone nam krzywdy i sami będziemy prosić o wybaczenie. Być może spróbujemy naprawić zło wyrządzone myślą, słowem, uczynkiem oraz zaniedbaniem. Być może dzięki temu uda się nam także inaczej tj. właściwie spojrzeć na tzw. magię świąt, wspólną wieczerzę wigilijną oraz święta Bożego Narodzenia. Być może są jeszcze inne, mniej lub bardziej ważne „Być może”. Niezależnie od tego jakie one są oraz ile ich jest, warto abyśmy podczas tegorocznego Adwentu spróbowali znaleźć w sobie siłę i odwagę do zmiany tego, co złe w naszym życiu. Jeśli podejmiemy trudną i bolesną walkę z własnym grzechem i słabością zauważymy, że nasze oczekiwanie na spotkanie z Chrystusem wcale musi wiązać się z trwogą oraz smutkiem.

Być może ktoś powie, że ma jeszcze czas, że rzeczy ostateczne go nie dotyczą, że na razie nic nie musi zmieniać w swoim życiu. Być może ktoś inny powie, że skoro przez 2 tyś lat Jezus nie przyszedł ponownie na ziemię, to zapewnie w tym roku również nie przyjdzie. Być może ktoś taki będzie miał rację, ale czy warto ryzykować i rezygnować z możliwości przeżycia prawdziwej radości oczekiwania?!

Józef Heczko